Rak z Ameryki
O tym, jak barometr czystej wody wskazał zły kierunek — i dlaczego to jeszcze jeden powód, żeby wreszcie zbadać jezioro.
Od trzydziestu lat mieszkam nad tym jeziorem. Jak każde dziecko znad wody słyszałem, że rak to znak czystej wody: gdzie rak, tam woda zdrowa. W Polsce rak zawsze był barometrem przyrody — stworzenie trochę nie z tego świata, rzadkie i szlachetne.
Jezioro Białe jest czyste — świadczą o tym podwodne łąki ramienic, roślin, które rosną wyłącznie w wodzie przejrzystej i ubogiej w substancje odżywcze. Ale rak ze zdjęcia powyżej niczego tu nie potwierdza. To fałszywy trop.
Bo to imigrant. Rak pręgowaty (Faxonius limosus) przybył do Europy ze wschodniej Ameryki Północnej; pierwsze wsiedlenie — w roku 1890 — odbyło się zresztą na ziemiach dzisiejszej Polski. Jest twardszy od naszych raków: znosi wodę zanieczyszczoną i ubogą w tlen, a dżumę raczą — chorobę śmiertelną dla raków rodzimych — sam przenosi, nie chorując. Czystość wody jest mu obojętna. Właśnie dlatego wygrał: przez sto lat opanował większość polskich wód nizinnych, wypierając gospodarza nie siłą, lecz mniejszymi wymaganiami — i zarazą, którą niesie ze sobą. Dziś figuruje na unijnej liście inwazyjnych gatunków obcych.
To klasyczny wyścig do dna: wygrywa nie ten, kto wymaga więcej, lecz ten, kto zniesie najgorsze. Każde jezioro, któremu pozwalamy brudnieć, przesuwa metę w jego stronę — bo brud nie przeszkadza tylko temu, kto się w nim wychował. A w jeziorze wyścig do dna jest dosłowny: degradacja zaczyna się od dna, gdzie najpierw kończy się tlen. Dokładnie tam, gdzie mieszkają raki.
Nasz rodzimy rak to arystokracja: rak szlachetny, Astacus astacus. Szlachcic ma wymagania stosowne do tytułu — woda czysta i dobrze natleniona, dno z kryjówkami. Tam, gdzie występuje, jest żywym świadectwem zdrowej wody; w Polsce objęty ochroną gatunkową i z roku na rok coraz rzadszy.
Co wiemy o naszym jeziorze? Tyle, ile widać na zdjęciu: jeden osobnik raka pręgowatego, sfotografowany nad brzegiem 1 sierpnia 2021 r. i oznaczony w sierpniu 2026 r. przez specjalistę, którego o to poprosiliśmy. Czy obok niego przetrwały gdzieś raki szlachetne — nie wie nikt, bo raków tego jeziora nigdy nie badano. Jak zresztą niczego w nim nie badano. Obecność gatunku inwazyjnego w akwenie, którego przedmiotem ochrony są podwodne łąki roślin wodnych — a raki na takiej roślinności żerują — to jeszcze jeden powód, żeby wreszcie zmierzyć to, co mamy chronić.
Uczyńmy więc jezioro znów wielkim — a przede wszystkim znów godnym króla.
Harley Borrell
Co można zrobić
Trwała ochrona jeziora — także jego dna — wymaga planu miejscowego. Podpisz petycję do Rady Miejskiej o objęcie Jeziora Białego planem zagospodarowania przestrzennego.